Praca Socjalna – kierunek przyszłości?

Zdaję sobie sprawę, że dotąd pisałam głównie o książkach (i na tym wolałabym się skupić), ale tym razem chcę Wam przybliżyć specyfikę kierunku studiów, który niedawno ukończyłam. Wiele osób ciekawi się co to jest ta Praca Socjalna i nie do końca rozumie jej tematykę. Więc po kolei :-).

Przedmioty. Zmieniały się co semestr, jak prawie na każdym kierunku. Jedynie dwa przedmioty były kontynuowane w dwóch semestrach. Mieliśmy też wf, każdy mógł sobie wybrać zajęcia, na które zapisywano się elektronicznie (na całej uczelni tak jest), jednak przymusowo musieliśmy jako Praca Socjalna odbyć trening samoobrony rozłożony jako normalne 1,5- godzinne spotkania w trakcie semestru. Tak naprawdę, był to trening karate, gdzie za karę musieliśmy raz robić żabki dookoła boiska (ogromnego boiska) czy męskie pompki. Dzięki temu nauczyłam się je robić – taaak, na pięściach. 😉 Nie muszę wspominać, że koszulka po takim 1,5- godzinnym wycisku była całkowicie mokra, a przez pierwsze 2 miesiące co tydzień biegaliśmy 20 minut dookoła boiska. Zaznaczę tylko, że wówczas miałam kiepską kondycję, która co spotkanie się rozwijała. Jesteśmy serio wyjątkowym kierunkiem, bo wszyscy musieli tylko jeden wf w semestrze odbębnić, my… dwa :D.

Praca Socjalna to kierunek humanistyczny o społecznym ukierunkowaniu, więc najwięcej przedmiotów dotyczyło socjologii, psychologii, pedagogiki czy antropologii kulturowej. Na wielu przedmiotach tematyka się powielała i szczerze mówiąc, nie dowiedziałam się niczego odkrywczego za pośrednictwem np. socjologii czy psychologii. Było parę ciekawych wątków, które podejmowaliśmy na forum klasy, np. o bezdomności (która była bardzo, bardzo często przytaczana), dzikich dzieciach (czyli takich, które żyją na ulicy z własnej woli bądź nie) czy przemocy domowej… I tu się zatrzymajmy – przemoc akurat była najciekawszym fakultetem, który podjęłam, bo zajęcia odbyły się z kierowniczką katowickiego OIK – u (ośrodek interwencji kryzysowej) przy ul. Mikołowskiej. Stąd wiedza została przekazana fachowo i zwięźle.

Mieliśmy też do wyboru fakultety, co semestr mogliśmy wybrać jedną z dwóch propozycji. Część osób wybierała np. zajęcia o uzależnieniach, a druga o przemocy. Niektóre wykłady mieliśmy też łączone z Socjologią, jak np. Wstęp do socjologii.

Co semestr mieliśmy też takie przedmioty zapychacze. Były one wprowadzane dla przesiewu osób na kierunku, stąd obecność Statystyki czy Antropologii kulturowej, gdzie nie znaliśmy pytań do końca, zaś profesor mógł zapytać na egzaminie zarówno o definicję antropologii, jak i o zwyczaje Eskimosów. Totalna loteria, którą zdałam na 3+. Podobnie ciężko w stosunku do reszty raczej łatwych przedmiotów było na Społeczeństwie obywatelskim – egzamin opisowy, podobnie jak przy Antropologii, no i dość wymagający profesor.

Najbardziej idiotycznym przedmiotem wydaje mi się Logika, gdzie tworzyliśmy np. wzory zdań wielokrotnie złożonych. Takich typowo ścisłych przedmiotów nie mieliśmy, ale ociera się o nie właśnie Logika i Statystyka, której wyjątkowo nie lubiłam… 😉

Zajęcia. Głównie pracowaliśmy metodą warsztatową. Prezentacje multimedialne, praca w grupach, rozwiązanie przypadku, trening asertywności czy superwizja. Na zajęciach warsztatowych, gdzie wykorzystywaliśmy swoją kreatywność, mogliśmy trochę się wyluzować, pogadać, pośmiać się i bliżej się poznać. Mieliśmy zlecane zadanie, które trzeba było przedstawić na forum klasy. Najmilej wspominam granie ról podczas mediacji. Takie zajęcia też pomagają pozbyć się stresu i dzięki nim pracujemy nad prezencją i pewnością siebie. 😉

Prowadzący. Miałam naprawdę fajnych nauczycieli! Miło wspominam szczególnie kilku, bo to jasne, że jednych się lubiło bardziej, drugich mniej. Większość prowadzących była dość liberalna, szło wiele razy poprawiać materiał, jeśli noga się powinęła, można było pogadać… Minusy są takie, że niektórzy wykładowcy mieli mało fajne zachowania, np. spóźnianie się, odwoływanie w ostatniej chwili zajęć czy nieprzedstawianie wymagań do egzaminu. Mieliśmy też kilka prowadzących ostrych jak brzytwa, ale z żadnym z nich nie miałam na pieńku. Może z dwóch nauczycieli nie lubiłam przez wyjątkowo trudny charakter, ale akurat ci nielubiani nie robili większych problemów przy zaliczeniu przedmiotu. 😉

Obrona i promotorzy. Obrona to tak naprawdę rozmowa z prowadzącym i recenzentem (który jest przydzielany z góry) oraz przewodniczącym komisji, o ile się pojawi. Promotor jest wybierany samodzielnie drogą elektroniczną, gdzie występował limit miejsc do konkretnej osoby, np. 12 osób mogło zapisać się do promotora X, a 8 do promotora Y. Było gdzieś 4-5 promotorów do wyboru i ja zdążyłam zapisać się do promotorki, która interesowała się tematem mojej pracy dyplomowej.

Obroniłam się na 5, jak chyba większość osób z mojego kierunku. 😉

Temat mojej pracy. Moja praca dyplomowa liczyła jakoś 110 stron, bo zawierała część teoretyczną i praktyczną. Jako Praca Socjalna, zamiast tradycyjnej pracy licencjackiej z teorią wyłącznie, musieliśmy przygotować i zrealizować projekt socjalny w dowolnym ośrodku pomocy społecznej. Wybrałam klub seniora, a pracowałam metodą warsztatową. Dobrze wspominam spotkania z osobami starszymi i mój projekt zdobył pozytywną recenzję przy obronie. 😉 Natomiast podjęłam temat starości i starzenia się społeczeństw przy pisaniu pracy dyplomowej, jak i aktywizacji osób starszych. Moje audytorium składało się wyłącznie z płci pięknej, tj. pracowałam tylko z kobietami starszymi. 😉

Plany na przyszłość. Zamierzam podjąć studia magisterskie. Wybiorę albo kontynuację Pracy Socjalnej (jeszcze nie wiem jaka specjalność), albo Nauki o rodzinie na Wydziale Teologicznym, które uprawniają do wykonania zawodu mediatora i asystenta rodzinnego.

Aaaa i zapomniałabym – Praca Socjalna znajduje się na Wydziale Nauk Społecznych w przypadku Uniwersytetu Śląskiego, w Instytucie Socjologii. Najwięcej czasu spędziliśmy na drugim piętrze, sąsiadując z Socjologią i innymi studentami Pracy Socjalnej innych lat.

Gdybyście mieli jakieś pytania odnośnie Pracy Socjalnej, piszcie w komentarzach. Napisałam takie najważniejsze kwestie. Myślę, że warto studiować ten kierunek, o ile ktoś jest humanistą i interesuje go tematyka społeczna.

Katarzyna Bonda: „Pochłaniacz”

Ostatnio nic nie pisałam i tych, którzy do mnie zaglądają, mimo małych przerw w pisaniu, muszę srodze przeprosić – w moim życiu trochę się dzieje. Niedawno obroniłam się na studiach i już mogę nazywać się panią licencjat :-). Później musiałam poczynić formalności z zarejestrowaniem się w Urzędzie Pracy i aktualnie konsekwentnie jej szukam. Z tego powodu, zapomniałam trochę o blogu, jednak dziś powracam i chciałabym się podzielić mini- recenzją Pochłaniacza, mojej pierwszej książki Katarzyny Bondy. 😉

Czytaj dalej

Ben Berkeley: „Kołyska Judasza”

Debiuty nie zawsze są udane. Ta książka jest tego najlepszym przykładem. Zwłaszcza, gdy ktoś dopiero wkracza w świat literatury, na co dzień nie mając z nią żadnego kontaktu tak jak autor. W tym wpisie będę się czepiać, dlatego nie spodziewajcie się po mnie cudów. Nie przypadła mi do gustu ta książka. Ale o czym właściwie jest?

Całość jest dość tendencyjna – dotyczy tego wszystkiego, o czym jest każdy thriller. Kołyska Judasza, jak wszystko posiada również słabe i mocne strony (choć tych akurat mało), dlatego zacznę właśnie od plusów.

Czytaj dalej

Stephen King: „Misery”

Możecie mi wierzyć lub nie, ale każda powieść Kinga sprawia, że mam uśmiech na mordce. I fakt, bywały książki, które wyszły spod ręki mistrza horroru lepsze lub gorsze, ale Misery to przykład powieści wspaniałej, wciągającej, ciekawej i inteligentnie napisanej. Bez silenia się na nowatorskie formy, tak bliskie dzisiejszym pisarzom thrillerów. Bo tak – Misery jest thrillerem właśnie i to bardzo dobrze poprowadzonym.

screenshot-lrg-27

Czytaj dalej

Justyna Kopińska: „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” +18

Na wstępnie powiem, że charakter książki, jak i notki przeznaczony jest wyłącznie dla osób pełnoletnich. Jednocześnie wchodzisz na własną odpowiedzialność. W tej notce będę brutalnie szczera, bo historia na to zasługuje. A jest to historia bulwersująca, choć w kwestii rzeczy, do których dopuszczają się osoby związane z Kościołem, niedziwna. Powoli takie kwestie zaczynają być chlebem powszednim. Księża, biskupi, zakonnice to dziś symbol ukrytego zła, zamiast posługi dla Boga.

To wszystko sprawia, że mamy do czynienia z kryzysem wiary.

xmichelangelo-71282_1280-631x395.jpg.pagespeed.ic.EWcGuoGXWn

Gehenna wychowanków śląskiego ośrodka

 

Czytaj dalej

Paula Hawkins: „Zapisane w wodzie” (BEZ SPOILERÓW!)

Hej!

Dzisiaj skończyłam drugą powieść Pauli Hawkins, autorki poczytnej Dziewczyny z pociągu. Czytanie zajęło mi niecałe cztery dni, więc niech to będzie dla Was informacja, że powieść jest wciągająca i interesująca. Wam pewnie zajęłaby ta lektura mniej czasu, gdyż z racji studiów, nie mogę sobie pozwolić na szybkie przeczytanie książki :-).

Wskakujcie – obejdzie się bez spoilerów, nakreślę tylko dość subtelnie oś fabularną, aby nie zepsuć Wam czytania.

paula

Paula Hawkins

Czytaj dalej

Simon Beckett: „Zapisane w kościach” + zapowiedź kolejnej recenzji

Moi kochani, chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o świeżo ukończonej książce, autorstwa Simona Becketta. Zapisane w kościach to kontynuacja przygód znanego antropologa sądowego Davida Huntera, która wpadła w moje ręce jakoś dwa tygodnie temu i z powodu trwającej sesji egzaminacyjnej, musiałam wydłużyć czas jej czytania. Książki Simona Becketta powinny być dostępnej w każdej lokalnej bibliotece, więc każdy może się nimi zainteresować. 🙂

Oto przykład w jaki sposób spartaczyć niezły i całkiem ciekawy kryminał za pośrednictwem dziwnej i głupiej końcówki. O co chodzi? Już wyjaśniam. Bez obaw – nie będzie spoilerów.  Czytaj dalej

„Ja, Daniel Blake” – recenzja filmu

Pierwsza recka filmu na tym blogu będzie dotyczyć jednostki walczącej z systemem pomocy społecznej o godne życie. Bezsilność, osamotnienie, zagubienie i brak zrozumienia przez system dotyczy tytułowego Daniela Blake’a, na oko sześćdziesięcioletniego seniora chcącego uzyskać zasiłek. To opowieść o brytyjskim systemie pomocy społecznej, nieliczącym się z nikim i niczym, mającym za nic człowieka, nieempatycznym, niepomocnym silnie zbiurokratyzowanym aparacie państwowym, który wkurza, oburza i zadziwia.

e475335e-0bfe-4baa-9dfc-00973618b73c_470x

Czytaj dalej

Władcy Dinozaurów

Od dziecka fascynowałem się wielkimi gadami które już dawno nas opuściły. Przechodząc po Empiku w oczy rzuciła mi się okładka na której zakuty w ciężką zbroję rycerz dosiada Raptora.
Nie mogłem przejść obojętnie, musiałem kupić obie książki z cyklu chciałbym przedstawić wam to co tam znalazłem.

Rycerze i wielkie jaszczurki? Czy to nie zajebiste?

Czytaj dalej

Literatura młodzieżowa: Jurgielewiczowa kontra Siesicka!

Pewnie zetknęliście się w swym czytelniczym żywocie z literaturą młodzieżową, jak nie poprzez szkołę i wymogi nauczycielki, tak przez samodzielne sięgnięcie lub umiłowanie w tego rodzaju książkach.

Na warsztat dzisiaj biorę powieść Ten obcy Ireny Jurgielewiczowej oraz Zapałkę na zakręcie Krystyny Siesickiej. Fabuła tychże książek jest Wam zapewne doskonale znana, jednak krótko przypomnę o czym mowa i porównam obie te książki, stosownie do własnych upodobań i obserwacji.

Przejdźmy więc do nakreślenia ogólnej osi fabularnej w obu książkach…

Czytaj dalej